![]() |
Granica polsko-ukraińska zreinterpretowana przez Jarosława Koziarę o znamiennym tytule Swobodny przepływ |
Lato to czas festiwali, a w ostatni wtorek rozpoczął się lubelski festiwal land-artu - to chyba najlepszy powód aby o land-arcie co nieco napisać. ;)
Land-art czyli sztuka ziemi pojawił się w latach 60.
A lata 60 to ten okres w sztuce gdy artyści przełamują
barierę społeczną i wychodzą z galerii w przestrzeń miejską lub, w przypadku
land-artu, w przestrzeń w której najczęściej rządzi nie człowiek a natura.
Ale przecież od zawsze mieliśmy choćby rzeźbę plenerową,
nie?
To prawda! Tylko, że rzeźby te głównie miały charakter
upamiętniający i choć współgrają z przestrzenią w której się znajdują to nie
podejmują najczęściej tematyki tej przestrzeni. Poza tym współgra kończyła
najczęściej na pozostawieniu nowego elementu - posągu, w przestrzeni. Land-art
zaś żyje - zmienia się tak jak zmienia się natura, wpływa na otoczenie,
konkretna praca opiera się na danym miejscu - nie można jej przenieść. Rzeźbę
Adonisa z rynku da się wstawić do galerii - Spiralę Roberta Smithsona można
pokazać w innych miejscach tylko przez dokumentację.
Właśnie dokumentacja - prace land-artowe to najczęściej
prace efemeryczne - zmieniają się w czasie, czy nawet całkowicie zanikają pod
wpływem działań natury, dlatego ich jedyną formą reprezentacji szerszemu gronu
jest dokumentacja. Zatem land-art wbrew a i owszem w galeriach jest - ale
jedynie jako zdjęcia/filmy, sama praca znajduje się w konkretnym miejscu do
którego, aby ją zobaczyć, musimy pojechać. Jednak są też prace opierające się
na tym, że w instalacji zachodzą zmiany - wtedy aby poznać osobiście dane
dzieło musielibyśmy siedzieć przy nim cały czas, co jest raczej mało wykonalne.
;)
Ale przecież tak znamy większość prac na świecie!
Oczywiście! Ale obraz ma to do siebie, że możesz go pokazać
w każdej galerii (przy tych najsłynniejszych płótnach, w każdej galerii którą
będzie stać ;)), prace land-artowe mają silny kontekst miejsca, gdyby je
rozebrać i ustawić gdzieś indziej - byłaby to już zupełnie inna praca.
A i jeszcze jedna ważna rzecz! To właśnie przy land-arcie
pojawia się słynny termin instalacja. Czyli dzieło sztuki stworzone poprzez
zestawienie obiektów. Dziś dla nas termin naturalny i niekontrowersyjny, w
latach 60-tych narobił jednak trochę zamieszania. Nie tylko tym - jednym z
haseł land-artu jest - "artyści od tworzenia, odbiorcy od odbioru" –
my wszyscy w kontakcie z land-artem wychodzimy przede wszystkim od kontekstu przestrzennego w
tworzeniu/odbiorze tego typu prac. W galerii w tamtym okresie artysta pojawiał
się z gotowym dziełem, nie tworzył w oparciu o charakter konkretnej
przestrzeni. Ważne dla land-artu jest też zagadnienie relacji człowiek-natura
(wszak to sztuka ziemi) – włożenie człowieka w naturę i spojrzenie czym jest
człowiek (a za tym też kultura) wobec natury i natura wobec człowieka. Czy może
są nierozerwalnymi częściami jednej całości? Czy jest to z jednej lub z drugiej
strony, tajemnicza siła którą trzeba okiełznać?
Artyści land-artowi zwracali również uwagę na to jak
człowiek niszczy naturę i jak powinien ją chronić. To widzenie jest jednak
bardzo krytykowane, czy właśnie tym jest land-art, skoro artyści tworząc swoje
prace wprowadzali duże, silne zmiany w środowisko a ich działanie ciężko nazwać
naturalnym.
Sztuka ziemi kumuluje tendencje i zjawiska zachodzące w sztuce powojennej. Jednym z jej aspektów było chociażby przyłożenie nacisku na inne aspekty tworzenia niż końcowy rezultat. To w końcu jest okres w którym nie tyle dziełem sztuki jest wykonany przez artystę obiekt co proces jego powstawania czy sama idea która nie zawsze może być zrealizowana. Przykłady podobnych działań mamy również w innych nurtach tego okresu takich jak sztuka performance, body-art, procesualna (działanie) czy konceptualizm (stawianie pytania o konieczność realizacji). Jeden z
głównych teoretyków i twórców sztuki ziemi Robert Smithson widział w swojej twórczości odpowiedź na naszą fascynację materiałami przemysłowymi i techniką. Zwracał również uwagę na procesy, które choć naturalne, postrzegamy, w skutek naszej izolacji od natury, jako obce i wrogie - entropia, erozja, a jak ostatnio udowodnił jeden bloger, nawet kiełkująca roślina.
Niekwestionowaną ikoną land-artu jest Robert Smithson. Jego Spirala jest "podręcznikową" (i pierwszą w tym nurcie) pracą land-artową, choć mało kto ją widział w rzeczywistości, a kto nie widział już nie zobaczy - Spirala została rozmyta przez wodę, obecnie już nie istnieje. Nie jet to przypadek- proces jej niszczenia był od początku częścią pracą. Smithson chciał pokazać, że land-art to często mimo wszystko zgoda na naturalne procesy ingerujące w prace, w zasadzie ich nieodzowna część. Swoją drogą sam artysta w pewien sposób stał się częścią swojej pracy - zginał w katastrofie w trakcie realizowania jednej ze swoich land-artowych realizacji.
Inny znany artysta-mustknow to Walter De Maria, który
zajmował się rzeźbą, happeningiem, komponowaniem muzyki. Człowiekiem orkiestrą
przestał być gdy pod koniec lat sześćdziesiątych zainteresował się land artem.
W ten sposób został głównie znany ze swojego romansu ze sztuką ziemi. ;)
Jego najsłynniejsza praca to stworzone w 1977 roku, na
równinie w zachodnim Nowym Meksyku Pola Błyskawicy - The Lightning Field.
Potężna realizacja składającą się z czterystu wypolerowanych drągów ze stali
nierdzewnej rozstawionych w odpowiednim szyku na powierzchni o wymiarach 1 km x
1 milę. Ale to nie wszystko - główną częścią pracy są wyładowania piorunów
uderzających w pręty, dzięki czemu tworzą niepowtarzalny pokaz wizualny. Jeżeli
chcecie sami doświadczyć jak wygląda sztuka tworzona dzięki współprace
człowiek-piorun to mam dla Was dobrą wiadomość - dzieło to ponoć można oglądać
cały czas - wystarczy umówić na wizytę na polu błyskawic (i odpowiednio
zapłacić).
Od ścisłej współpracy z naturą odszedł artystyczny duet Christo
i Jeanne-Claude. Para ta zaczęła opakowywać przestrzeń - skrywając przed nami
takie fragmenty rzeczywistości jak drzewa, budynki czy całe doliny.
Ostatnio pisząc o konkretnym nurcie pominęłam czołowych dla
niego Polaków - bardzo się kajam i tutaj nie pozwolę sobie na takie faux pas!
Przedstawię więc dwoje sztandarowych przedstawicieli polskiego land-artu - Jarosława Koziarę,
którego prace możecie zobaczyć w okolicach Lublina (i w nagłówku tej notki ;)) gdzie mieszka. Często też bierze udział we wspomnianym już lubelskim festiwalu
land-artu, który współorganizuje.
Ale teraz o pracach, wszak to one mówią
najwięcej o artyście - Koziara tworzy głównie wielkie realizacje "rysunkowe" poprzez
zaoranie fragmentu pola a następnie jego ponowne obsianie innym ziarnem -
dzięki temu w czasie wzrostu różnice między jedną a drugą rośliną ukazują
rysunek stworzony przez artystę.
Naszą rodzimą land-arterką jest też Teresa Murak, zaliczana
również do artystek feministycznych (nie do końca zgodnie z intencją, gdyż choć
podejmuje kwestie płci w swoich pracach, nie utożsamia się z ruchem kobiecym) -
ze względu na esencjalne znaczenia swoich prac. Ważnym elementem jej instalacji
i performance jest tematyka ekologiczna - przyroda, łączność człowieka i
natury, rośliny i ich związki z ludźmi. Jej pierwszy performansem był spacer po
Warszawie w sukni porośniętej rzeżuchą, którą artystka hodowała na własnym
ciele. Od tego czasu rzeżucha stała się znakiem rozpoznawczym artystki - Murak
zasiewała nią przestrzenie miejskie, swoje ziemne rzeźby, czy hodowała ją na
fragmentach swojego ciała w czasie performansów.
Mała ciekawostka ze złowrogim genderem w tle:
Spotkałam się w jednym opracowaniu z uwagą, że
artyści-mężczyźni w realizacjach land-artowych stosowali większą skalę
interwencji w przyrodę zaś kobiety były bardziej subtelne (np. Murak hodująca
ciepłem swojego ciała rzeżuchę). Ale, ale! Pytanie wtedy co, choćby, z Nancy Holt,
której instalacje były ogromnymi interwencjami? ;)
![]() |
Sightlines Nancy Holt nie wygląda raczej na drobną realizację, prawda? |