![]() |
Aga Piotrowska, Suche Liście, źródło - strona artystki |
Coś dawno na blogu nie było młodych i zdolnych polskich artystów, czas to koniecznie nadrobić - zatem dzisiaj o dwójce ciekawie się zapowiadających, młodych i uzdolnionych - Adze Piotrowskiej i Dawidzie Marszewskim, oraz o tym jaką problematykę poruszają w swojej sztuce.
Ci, którzy zerkali do blogowej linkowni, mogli znaleźć tam link do bloga, o wdzięcznej nazwie Nowa Alchemia, który między innymi tłumaczy jak to jest z tą straszną chemią i dlaczego nie jest tak, że producenci żywności tylko nas trują. Nie powiem, zawsze interesowało mnie jak to właściwie jest, zwłaszcza, że jeśli chodzi o medycynę czy chemię jestem totalnym laikiem. Podobny problem nurtuje Agę Piotrowską, nic zatem dziwnego, że od razu przykuła moją uwagę i dołączyła do tajnej listy twórców, których warto śledzić.
![]() |
Aga Piotrowska, Zugzwang, źródło - strona artystki |
![]() |
Zugzwang Agi Piotrowskiej w Galerii Dwie Lewe Ręce w Katowicach - źródło - strona artystki |
Aga tworzy
przestrzenie odwołujące się do naszej niewiedzy - możemy je zobaczyć, możemy je
wejść, ale nigdy nie poznamy ich takimi jakie były wcześniej i w momencie ich
doświadczania nie wiemy jakie będą później. Jedną z takich prac jest Zugzwang - usypana ze zmielonych soli i
pieprzu szachownica, która jest zmieniana przez widzów - deptana, czasem na jej
powierzchni pojawi się odręczny rysunek w sypkim materiale, czasem komentarz. Samo
słowo zugzwang oznacza sytuację w rozgrywce
szachowej, w której wykonanie jakiegokolwiek ruchu powoduje natychmiastowe
pogorszenie pozycji strony wykonującej ruch. Słowem sytuacja patowa –
jakikolwiek ruch wykonasz – stracisz.
Kolejną,
skupiającą się na deptaniu pracą są Suche Liście, czyli interakcyjna
instalacja. W wyciemnionej przestrzeni Aga zawiesza neon z tytułowym napisem.
Neon wbija się w naszą podświadomość, nie możemy przed nim, przed jego treścią,
uciec, tak samo jak przed szelestem pozostawianych na podłodze blistrów po
tabletkach. W pracy Agi to nie spadające liście tworzą szeleszczące
uzupełnienie jesiennej chandry – tylko właśnie puste opakowania po tabletkach,
zwane potocznie listkami. Jest to praca bardzo poetycka, gdzieś na granicy
między zdrowym widzem, a osobą chorą, która wykorzystała wszystkie znane sobie
sposoby na wyzdrowienie? Co się stało z chorym? Co się stało z tymi wszystkimi
tabletkami? W komentarzu odautorskim artystka gani też trochę lekarzy, którzy
nie zawsze mówią pacjentom co z nimi jest nie tak, jedynie przypisując leki.
Wiara w medycynę, wiara w to, że tabletki nas wyleczą staje się zachwiana – nie
wiemy czy tak będzie czy nie będzie, w końcu nawet nie wiemy co z nami jest.
Ten brak wiedzy, brak wiary w lekarzy powoduje, że wielu sięga po medycynę niekonwencjonalną. Jednym z
takich przypadków jest co raz popularniejsza (a dla mnie osobiście szkodliwa) metoda NIA czyli tzw. cieciorkowanie – zwolennicy tej metody
posługują się często zdaniem musi boleć,
aby więcej nie bolało. Doświadczając pracy Piotrowskiej, zadaje sobie
pytanie, czy eksponując się na długotrwały ból nie oszukujemy tylko samych
siebie? Doprowadzając do stanu w którym, nie wiemy czy odczuwamy ból, czy już
po prostu nasze zmysły się na niego zamknęły. Jeśli więc nie czujemy oznak bólu
to czy nas boli? Jeśli nie jesteśmy w stanie określić jakim stanie się
znajdujemy, to co tak naprawdę wiemy? Piotrowska nie udziela nam odpowiedzi,
ale nie zadaje też żadnych pytań, pozostawia nas z naszą niewiedzą i naszą
bezradnością.
![]() |
Aga Piotrowska, Gazowane mleko, źródło - strona artystki |
Kolejną pracą mówiącą o braku pewnej
informacji i o otrzymywaniu informacji sprzecznych jest ustawiona przez
artystkę szampańska piramida, złożona
ze szklanek z mlekiem nazwana Gazowane mleko (Fizzy Milk). Aga obrała sobie mleko za symbol sprzeczności – z jednej
strony latami byliśmy karmieni mlekiem, które miało wzmocnić naszą odporność,
kości i ogólnie powodować, że będziemy wielcy.
Dzisiaj główny dyskurs wokół mleka mówi nam o jego szkodliwości, o odkładaniu
się w jelitach, o tym, że tak po prawdzie to go nie trawimy i więcej przynosi
szkody niż pożytku? Jak zatem jest z mlekiem? Jeśli spytamy o to sieciowej
wyszukiwarki dostaniemy masę sprzecznych informacji na temat mleka – która jest
prawdziwa? I jak ją znaleźć?
![]() |
Fragmenty cyklu Ciało Czarne Agi Piotrowskiej , źródło - strona artystki |
Wróćmy
jednak do nieco wcześniejszej pracy Agi, czyli Ciała czarnego z 2013 roku, czyli cyklu fotograficznego
przedstawiającego organiczne fragmenty ciała, wyraźnie schorowanego ciała. A
może jednak nie? Może jest to przedstawienie komórek rakowych w skali makro?
Żadna z tych propozycji nie jest prawdziwa – Piotrowska zestawiła ze sobą,
dziwnie organiczne, zdjęcia grafitu, który służy do rysowania. Odpowiednio
uchwycone fragmenty pokruszonego narzędzia zdają się jednak czymś innym, czymś
organicznym, żywym i niepokojącym, a przecież to tylko kawałek węgla. W ten
sposób Piotrowska pokazuje rzeczywistość taką
jaką jest, choć ustawioną w takim kontekście, że wydaje się być czymś absolutnie
innym.
![]() |
Aga Piotrowska, Rose Alphabet, źródło - strona artystki |
Ostatnią pracą Agi Piotrowskiej o której chciałabym
wspomnieć jest neon Rose Alphabet
przedstawiający litery tworzące napis blueproof.
Zbitkę tę napisała trzyletnia Róża, jak pisze sama artystka – Są to pierwsze próby pisania dziecka. Z
czasem jej ręka będzie coraz sprawniejsza, nauczy się czytać i pójdzie do
szkoły. Przyswoi zasady i definicje, pozna dyscyplinę generowaną przez
instytucję. Będzie się kształtować według zakazów i nakazów. Spotka się z
rygorem beztroskiej wiedzy, gdzie twarde reguły gry będą jednoznaczne. Tak, że
wstawiając wytyczne do wzoru, otrzymamy konkretną, zawsze jedną i tą samą
odpowiedź.
Dawid Marszewski, Kozioł, źródło - strona artysty |
Podobny problem – wtłaczania dziecka w ustalone ramy,
bądź schematy porusza także Dawid Marszewski w swojej pracy Kozioł – w odosobnionym pomieszczeniu
mamy przewróconą gablotę, z podciętymi
nogami, wypełnioną niewypalonymi fajerwerkami, gdzieś w tle słyszymy też słowo źle powtarzane jako karcącą instrukcję i
będące dźwiękiem pochodzącym z zestawionym z obaloną gablotą filmem video,
gdzie w zapętleniu dziecko próbuje przeskoczyć przez gimnastycznego kozła,
wciąż tylko słysząc źle i źle.
Dawid Marszewski, Kubuś i Przyjaciel, źródło - strona artysty |
Natomiast dosłownym wciskaniem dziecka w wymarzony kształt
jest praca Kubuś i przyjaciel, w której artysta próbuje podporządkować się wypowiadanym
kobiecym głosem poleceniom, tak aby jego wideo rejestracja pozostała tylko w
obrębie przyklejonej na dziecięce drzwi wielkiej naklejce przedstawiającej
kształt Kubusia Puchatka. Co ciekawe drzwi te, nie są drzwiami ważnymi
historycznie, dla Marszewskiego nie prowadziły nigdy do pokoju jego, lub jego
bliskiej osoby. Znalazł je porzucone na pobliskim śmietniku.
Inną pracą o której chciałabym
wspomnieć jest performens Zabawa,
który zestawiony z Zuzgwangiem Agi Piotrowskiej może
nabrać dodatkowego, umacniającego ideę pracy, wydźwięku. U Marszewskiego również
pojawia się motyw sypkiej czerni i bieli, a także jej deptania. A jednak został
tu jednak użyty inny materiał – u Piotrowskiej był to pieprz i sól, co również
silnie determinowało zapach w przestrzeni, natomiast u Marszewskiego kreda i
węgiel, co dało mu możliwość zatarcia granicy między czernią i bielą. Sól i
pieprz nie zmieszają się w niemal jednorodną masę, kreda i węgiel już tak co
było prawdopodobnie jednym z powodów wybrania takiej a nie innej materii. Sama
idea pracy była dość prosta, usypane, następujące po sobie czarne i białe
fragmenty okręgu stały się torem po którym poruszał się Marszewski, w miarę jak
nabierał prędkości biel i czerń mieszały się ze sobą do momentu w którym nie
można było odróżnić jednego koloru od drugiego.
Kolejna praca przejściowa Marszewskiego odnosi się częściowo i do malarstwa i do
rozmycia informacji i do dzieciństwa. Sporo odwołań, prawda? ;) Wszystko jednak
zostało rozegrane bardzo prosto – praca Obiekt przejściowy to zamknięty w pomieszczeniu za szklanymi drzwiami mały piesek zabawka, który spacerując po całej przestrzeni rozmazuje usypany z węgla napis obiekt przejściowy.
Mówiąc o twórczości Dawida
Marszewskiego chciałabym się jeszcze zatrzymać przy jednej pracy, która mocno
mnie zaafektowała, nie był to może
performans (który wszak głównie kojarzy się z afektem i jego wywoływaniem),
tylko dość niepozorny obiekt o przedziwnej nazwie ARTNAM – na białym kubiku (gdyby ktoś nie wiedział to ten taki
podest na którym stawia się prace ;)) artysta ustawił otwarty notebook z wyłączonym
ekranem. Jednak komputer był tylko pozornie wyłączony – choć nie było widać nic
na ekranie to jednak wydobywał się z niego zapętlony niepokojący dźwięk. W
pierwszej chwili wzięłam go za dźwięk nieznanego mi błędu systemowego, jako że
jestem osobą nie skype’ującą dopiero po dłuższej chwili ktoś uświadomił mi, że
jest to dźwięk który słyszymy gdy próbujemy się z kimś połączyć na skypie. I
tak obiekt uosabia w sobie pewną potencjalność – możliwość połączenia, pewną
niemożliwość – połączenie nie zostaje zawarte mimo naszej niekończącej się
próby. Osobiście, jako, że często, gdy osoba do której dzwonię nie odbiera,
tworzę w głowie najczarniejsze scenariusze co też takiego mogło ją spotkać,
odbieram tę pracę jako obraz pewnego niewyjaśnionego, narastającego w naszej
głowie strachu z powodu niewydarzonej, ale potencjalnej, tragedii.
Dawid Marszewski, ARTNAM, źródło - strona artysty |
Z kronikarskiego obowiązku wypadałoby też zaznaczyć,
że przed kubikiem była jeszcze ustawiona starego typu płyta grzewcza/kuchenka elektryczna, która
wytwarzała ciepło wokół obiektu. Choć przyznam, że rozumiem intencje autora to
jednak gdzieś moja podświadomość pomija ten fragment jego pracy. Mam nadzieję, że
Dawid mi to wybaczy, ale trochę czuję, że płyta ta jest już zbędna. A Wy jak
myślicie?
Ach i jeszcze kończąc – pewnie
jesteście bardziej domyślni niż ja i sami już zauważyliście, że nazwa ARTNAM to nic innego jak słowo mantra wspak? Przyznam, że nie
zauważyłam, tylko kombinowałam cóż to może znaczyć, myśląc, że jest to jakaś gra słowna z napisem art.
Dawid Marszewski, Po zabójstwie ciotki odziedziczyłem książki, źródło - strona artysty |
No, a skoro już pojawił nam się już
wątek tragedii, której mogło nie być (a mogła i być) chciałabym jeszcze
wspomnieć o pracy Po zabójstwie ciotki
odziedziczyłem książki – jest to kolejny dość niepozorny, a bardzo silnie
nacechowany symbolicznie, obiekt Marszewskiego – na zawieszonej w przestrzeni białego sześcianu półce stoi szereg
książek, przynajmniej zakładamy po kształcie, że są to książki, tak po prawdzie
nie wiemy co to jest, gdyż bezpośredni dostęp do nich blokuje nam żółto-czarna
taśma, taka, która jest używana do znakowania miejsc niebezpiecznych, do
których nie wolno wchodzić, albo takich w których dopiero co zdarzył się
wypadek. Dodatkowym smaczkiem jest, że tytuł pracy nie jest wydrukowany
standardowo na małej karteczce obok, tylko namalowany przy pomocy szablonu
czarną farbą tuż obok półki.
Nawiązania do tragedii i strachu nie
jest niewłaściwym tropem analizujących w przypadku twórczości Marszewskiego,
tematyka która zdaje się go co raz bardziej nurtować, to kwestia martyrologii i
historiozofii miejsc pamięci zbrodni. A także prześladowań na tle religijnym.
Ale wątki zagłady żydowskiej w sztuce to temat na inną notkę, tutaj chciałabym
tylko, w związku z jej aktualnością, wspomnieć o ostatniej pracy Marszewskiego,
prezentowanej na wystawie pt. Status:
Pasożyt w ramach przestrzeni oznaczonej hasłem Niechciani goście – Dawid stworzył obity ciemnym materiałem
czworościan, na którego ścianach był wypisany słowo po słowie tytuł pracy – Gość w dom, Bóg w dom, napis który był
stylizowany na taki który automatycznie kojarzy się nam z kulturą arabską,
natomiast wewnątrz obiektu można było obejrzeć nagrania-wywiady z osobami które
doświadczyły braku akceptacji, czy wręcz prześladowań na tle rasowym. Przy czym
nie wszystkie nagrane osoby są imigrantami z Bliskiego Wschodu – część z nich
jest urodzonymi w Polsce Polakami, którzy nieco ciemniejszy kolor skóry
odziedziczyli po dalekich przodkach. Warta wspomnienia jest też konstrukcja
tekstu na ścianach – aby przeczytać całe przysłowie musimy obejść graniastosłup
dookoła, tym, którzy znają niektóre z tradycji Islamu, gest ten może się
kojarzyć z rytuałem związanym ze świątynią Al-Kaba w Mekce.
Praca ta jest dość krytycznym komentarzem do obecnej sytuacji w
Polsce – doczekała się też swojej kontry,
w trakcie wernisażu wystawy, Kamil Wnuk, poznański artysta znany z tego, że
prowadzi świetne zajęcia o nowych mediach na plastyce w gimnazjum, oraz robi kontestatorskie
akcje perfomatywne w trakcie niektórych otwarć, używając czerwonej farby pisał
w wybranych miejscach w galerii Teraz
Polska. Jeden z takich napisów pojawił się na podłodze przed obiektem
Marszewskiego. Jednak zaraz po jego wykonaniu kilka osób z publiczności
postanowiło go zetrzeć, tak, że po chwili zostało tylko kilka czerwonych smug.